Ciężko jest cokolwiek tutaj dodawać dość regularnie. Szczerze podziwiam tych, co mają na to czas, siłę, zdjęcia, które dodają masowo oraz czasami też cierpliwość, bo blogspot lubi płatać figle. I pisać tak kilka razy w tygodniu? Serio? Brawo, w takim razie. Też bym tak chciał. Ostatnimi czasy przebywając we Wrocławiu pokusiłem się o zrobienie zdjęć, moim zdaniem, dwóm ciekawym rzeczom, które zasługuję na uwagę: muszce oraz okularom. Odkąd pamiętam od zawsze wolałem muszki od zwykłych krawatów. Wydawały mi się bardziej eleganckie i klasyczne. A od jakiegoś czasu jestem posiadaczem dość, że tak powiem, szalonej muszki z drobnymi kryształkami. Jeśli nie przepadacie za nudą i zwykłymi czarnymi muchami oraz chcecie zabłysnąć i nie piszę tego w przenośni, to polecam tę właśnie muchę. Myślę, że nie jedna osoba którą będziecie mijać zawiesi na niej oko...
Kolejną rzeczą, która skradła moje serce są spore, futurystyczne okulary
w czarnych oprawach. Do końca nie wiem co mną kierowało kiedy je
kupowałem, ale wydaje mi się, że mocno zainspirowałem się okularami,
które stworzył Martin Margiela - (
klik tutaj!).
Moi znajomi raczej za nimi nie przepadają, ale mi wyjątkowo się
podobają. Chciałem tego lata wyglądać szalenie, dlatego je zakupiłem,
ale szczerze przyznam, że chyba miałem założone je tylko raz... zostałem
przy moich klasycznych ray-banach. Tak czy siak, polecam. Polecam tym
odważnym, którym zbrzydły już ray-banowe kształy, kocie oczka, musze
oczka, aviatory, czy jakiekolwiek inne. Na następny sezon będą jak
znalazł. Tymczasem ja zostawiam Was ze zdjęciami, a sam rzucam się w
objęcia Morfeusza. Hahah, od zawsze chciałem tak napisać. Na dobranoc polecam Marinę. Kolorowych!
*******************